Najnowsze wpisy

22.8.17

Proste lody bananowe z awokado

Ilość zjedzonych przeze mnie lodów w tym roku to jakiś rekord. Jednak nie dlatego, że zjadłam ich tak dużo, a dlatego, że tak mało. Nie pamiętam chyba lata tak ubogiego w lody. Chociaż przyznać trzeba, że to niemieckie lato to bardziej wiosna, czasami nawet depresyjna jesień. Stąd na obiad jadamy zupy, nie chłodniki, pijemy herbatę, a nie zimną lemoniadę, a zamiast lodów pijemy owocowe koktajle. 
Teraz jednak zrobiłam lody sama i sama musiałam je zjeść. Bo smak bananowy do ulubionych mojego męża nie należy, a i wielkim fanem awokado nie jest. Zmuszać przecież go nie będę, podwójna porcja dla mnie. 



19.8.17

Kokosowy deser chia z mango

Długa przerwa, ale mam dobre wytłumaczenie. Najpierw rozłożyło mnie przeziębienie i to na łopatki. Może nie było tak źle jak u chorującego faceta, ale faktycznie wymuszałam na moim mężu (jak już w końcu ten pracoholik był na chwilę w domu) przynoszenie herbatek do łóżka i grzanie stópek. Na koniec mojej batalii z chorobą odwiedziła nas kuzynka! Widzieliśmy się ostatnio na naszym weselu, 2 lata temu. A jak wspólnie doszłyśmy do wniosku nigdy nie spotkałyśmy się ot tak! na pogaduchy czy piwo. Z drugiej strony dzieli nas 6 lat różnicy. Kiedy ja przestałam jeździć do babci pod namiot z koleżankami, ona właśnie zaczynała, kiedy ja kończyłam studia, zaczynała ona i tak można by wymieniać dlaczego nie mogłbyśmy się spotkać. Jednak świat jest malutki, kiedy nie możesz się z kimś spotkać na miejscu, spotkasz go na wakacjach 200 km od domu, albo za granicą właśnie. 
Mimo tego, że moje ostatniotygodniowe wysiłki dieteteczno-treningowe w tym czasie poszły na marne i o ile nie wróciłam do punktu wyjścia, to przynajmniej cofnęłam się do połowy drogi - to właśnie tego było mi trzeba, oderwania od codzienności i świeżej energii, którą mogłabym od kogoś czerpać. A moja 6 lat młodsza kuzynka to tajfun energii! 

11.8.17

Fit ryżowe placuszki, bezglutenowe

Zachorował mąż, zachorowałam i ja. Na dodatek zamiast z dnia na dzień czuć się coraz lepiej, ja czuję się coraz gorzej. Może i nic dziwnego, skoro liczę na to, że organizm sam pokona tą cholerę. Widocznie będę musiała mu pomóc domową apteką. Na domiar złego mamy dziś prawdziwie deszczowo-jesienną pogodę. Najlepszym rozwiązaniem byłoby przebrać się znów w piżamkę, zaparzyć herbatę z sokiem malinowym albo inny coldrex i spać, wygrzewając się przy okazji. Jednak mąż tak zachwalił moje 'zdolności' cukiernicze, że będę dziś jeszcze raz piekła, różowy, malinowy tort na urodziny małej księżniczki. Piec dla kogoś, nie mogąc wcześniej dokonać degustacji to jest dla mnie dość stresujące zadanie. Jedyny plus i łatwość zadania polega na tym, że to kopia tego poniedziałkowego, więc liczę, że uda się tak samo dobry. 
Tymczasem, żeby mieć siły na odpędzanie choroby i pieczenie tortów trzeba zacząć dzień od pożywnego śniadania, a to niewątpliwie takie jest. 

5.8.17

Naleśniki kokosowe, bezglutenowe

Niby kilka dni temu pisałam, że jako kura domowa mam wiele czasu, a i tak zdarza mi się mało zrobić. Dziś stwierdzam dodatkowo, że te kolejne dni strasznie powoli mijają, a do tego rozciągają się jak sprężyna. Prócz zapału blogowego, nie mam w sobie żadnego innego, o 16 kiedy obiad już ugotowany a męża nadal nie ma z pracy ucinam sobie drzemki. Bo w tej właśnie, jednej chwili nie ma nic przyjemniejszego niż chłodna pościel i lekki powiew wiatru. Zamykam oczy i przenoszę się w lepszy świat. Lepszy świat kończy się z chwilą pobudki i wtedy jest jeszcze gorzej. Po pierwsze mam maksymalny spadek cukru i dostaję świra póki nie zjem odpowiedniej porcji. Po drugie nie mogę później zasnąć w nocy i w końcu po trzecie, mam poczucie zmarnowanego czasu. Nie wiem jak walczyć z tą kuszącą mnie popołudniami pościelą. Może powinnam w końcu skupić się bardziej na nauce niemieckiego...
Jest jeszcze jedna rzecz, z ktorą ciężko mi walczyć i są to naleśniki. Nie ważne ile usmażę, tyle zjem. Przy samym smażeniu zjem conajmniej dwa. Tego pierwszego, który zawsze słabo wychodzi; wyrzucać nie będę, a też nikomu go nie podam. Później jeszcze jednego ze środkowej partii, żeby się przekonać, że spełniają warunki i na koniec swoją rację obiadową. Tym razem byłam jednak o dziwo rozsądniejsza i mimo, że naleśniki były na obiad to rozdysponowałam je tak, że jeszcze dwa zostały na śniadanie następnego dnia. 

3.8.17

Cold brew, kawa parzona na zimno

Szczerze mówiąc kiedy przestałam liczyć na przychylność niemieckiego słońca, zaczęłam liczyć na jego wredną stronę. Na północy dzieci właśnie skończyły wakacje i zgodnie z regułą złośliwości to właśnie od wczoraj, ewentualnie od dziś żar powinien lać się z nieba. Z nieba nic się nie lało, chyba w nocy deszcz, bo ulice jeszcze mokre. Drzewami kołysze wiatr, a okulary przeciwsłoneczne mogłabym ubrać jedynie dla szpanu, bo takie słońce to nie słońce. Odkąd zaczęły się wakacje, co weekend wybieramy się nad jezioro. Jest sierpień i jeszcze tam nie dotarliśmy. Żałosne to lato. W razie gdyby jednak słońce nad Niemcami zmieniło zdanie i chciało mocniej przyświecić szukam sposobów na ochłodę. Zawsze to lepiej być przygotowanym, do ataku marsjan czy zombie ludzie też się przygotowują, latami. 
Ja przygotowania do upałów zaczęłam od schłodzenia kawy. Zalać na noc zmieloną kawę zimną wodą i rano cieszyć się jej nowym smakiem. Do tego kawa z propocji, które znalazłam gdzieś w Internecie wyszła tak mocna, że musiałam ratować się mlecznymi kostkami lodu i cukrem, za to jedna szklanka i energia na cały dzień. W wersji soute nie sprawiała zbyt wiele przyjemności, ale z wspomnianymi dodatkami była niczego sobie. 

2.8.17

Omlet szpinakowy

Jak to się dzieje, że tak naprawdę moim jedynym zajęciem jest bycie kurą domową, a mam wrażenie, że czas przecieka mi przez palce ? Są dni kiedy jedyną sensowną, zrobioną rzeczą jest wstanie z łóżka i wypicie kawy. Nie liczę spacerów z psem, bo to się rozumie samo przez się. To są dni kiedy już od rana coś idzie nie tak. Stało się coś niespodziewanego, nie było śniadania, nie było porannej gimnastyki (oj jak to ładnie brzmi), było za to dużo youtuba, dużo rozmów i jeszcze więcej śmiechów. I mimo, że w realnym życiu mam zaległości, to w wirtualnym idzie mi całkiem nieźle. 

31.7.17

Domowe batoniki proteinowe

Odżywki białkowe to produkt nie tylko dla panów z pulsującymi żyłami na rękach, umięśnionymi udami i szerokimi jak futryny drzwi barkami. Chociaż jeszcze stosunkowo niedawno tak właśnie myślano. Mi koktajl białkowy zastępuje jeden posiłek w ciągu dnia, najczęściej jest to kolacja, a w zasadzie to zawsze jest kolacja :) Ale dziś mam inny sposób na jej zastosowanie - proteinowe batoniki, naładowane wręcz białkiem. Lepiej więc sobie dozować przyjemność ich jedzenia i ograniczyć się do jednego dziennie. Batony najlepiej przechowywać w lodówce, a już napewno podczas tych Afrykańskich upałów, które podobno docierają nad Polskę. 

27.7.17

Fit ciastka z czerwonej fasoli

Wróciliśmy z krótkiego urlopu. Opaleni, zmęczeni i z poczuciem niedosytu. Odsypiałam go cały wczorajszy dzień, mój pies będzie dochodził do siebie chyba kolejne 5. Teraz znów zaciskanie pasa, dieta, ćwiczenia, dużo wody, bo to nie koniec wakacji na ten rok. 



22.7.17

Białkowy omlet kalafiorowy

Kiedy ja dojeżdżam nad nasze piękne, polskie morze i wypatruję równie pięknego słońca, Was zapraszam na śniadanie. Bardzo pożywne, dostarczające ogromnej ilości białka. Kalafior to resztka z wczorajszego obiadu i co tu zrobić z kilkoma różyczkami. Zjeść ugotowane, klasycznie, albo zrobić omlet. Tak właśnie, omlet. Moja pierwsza wizja to omlet czekoladowy, ale skończyło się na dodaniu białka, dzięki czemu omlet nie potrzebuje już innego źródła słodyczy. Jest bardzo mięciutki i delikatny. Warty wypróbowania. 


20.7.17

Cytrynowe ciasto z polenty - bezglutenowe

Cytrynowe ciasta, to obok tych z galaretką jedne z ulubionych mojego męża. Dla mnie cytrynowe kojarzą się z cytryniakiem; biszkoptem nasączonym syropem cytrynowym, który często piekła moja mama. Więc smak mi się trochę przejadł, a te z galaterką nie wzbudzają we mnie dużego entuzjazmu, a przynajmniej nie tak dużego jak czekoladowe. Ale żeby mieć pewność, że ciasta nie będę musiała zjadać sama, idę czasem na kompromis i sprawiam radość mężowi. Tym razem mam bezglutenowe ciasto z polenty. Mocno ograniczyłam ilość tłuszczu, więc żeby dodać mu soczystości ciasto ma kokosową polewę jogurtową. Możecie więc zrobić dokładnie jak ja, albo zwiększyć ilośc tłuszczu. W przepisie, z którego korzystałam jest aż 180 g masła, które ja zamieniłam na 50 g oleju kokosowego. Różnica więc jest ogromna! 


*dla wielbicieli słodkiego smaku 50g cukru to zdecydowanie za mało. Dajcie tyle ile uważacie za stosowne. W oryginalnym przepisie jest 150g cukru
**ciasto z 50g oleju kokosowego będzie trochę suche. Sugeruję dodać ciut więcej oleju, albo dodać soczystości ciastu jogurtową polewą. W oryginalnym przepisie użyto 150 g masła.

Top Blogi
TOP