Najnowsze wpisy

23.11.17

Tartaletki z ciasta francuskiego

W życiu każdej kobiety, nadchodzi moment kiedy postanawia się odchudzić. Nawet te, które od wieków okłamywały siebie i wszystkich dookoła, że lubią swoje nadprogramowe 10 kg prezentują w mediach spektakularne metamorfozy. Dojrzewająca w nas motywacja w końcu jest w rozkwicie, albo po prostu fakt naszej nadwagi został w drastyczny sposób zauważony przez osoby trzecie.
O proszę sobie usiąść - to niewinne zdanie w autobusie, wypowiedziane przez chłopaka mniej więcej w Twoim wieku. Dlaczego młody mężczyzna ustępuje miejsca młodej kobiecie ? Myślisz dżentelmen, ale nie - bo on na Twój brzuch spogląda. Czyli teraz dla zachowania fasonu najlepiej brnąć w to dalej, poudawać, że ciąża jest faktycznie, podziękować za zwolnienie krzesełka i usiąść. Oby już tego młodzieńca na swej drodze nie spotkać.
Przyszły w końcu fotki z imprezy, na której byłaś w swojej najlepszej kiecce. Dwa dni przed imprezą, wiadomo, wjechała głodówka i czułaś się taka szczupła, zwiewna i powabna. Tylko, że zdjęcia pokazują coś zupełnie innego. Pod stanikiem zrobiła się fałdka, sukienka podnosiła Ci się na tyłku, nic dziwnego skoro kupiłaś rozmiar mniejszy. No i ten kolor to jednak nie był najlepszy pomysł.
Po wypłacie wybierasz się na zakupy. Uginiasz się pod ciężarem ciuchów, które zabrałaś ze sobą do przymierzalni. Rozbierasz się do bielizny i nawet lustra, która z reguły wyszczuplają odbijają Twój cellulit na tyłku, galaretowate uda i wylewający się z majtek brzuch. Nie jest więc tak dobrze jak Ci się wydawało. Nie ma już sensu przymierzać tych ubrań, bo w takim nastroju pieniędzy lepiej nie wydawać.
Nie możesz kupić sobie kozaków do połowy uda, bo już w łydce ciężko Ci je przecisnąć wyżej, płaskich butów na nogach nie miałaś już wieki, bo spłaszczają Ci wizualnie tyłek. Koszulki kupujesz rozmiar większe, żeby się fałdki miały gdzie zamaskować. Nie jadasz na mieście, a jak już jadasz to sałatki, żeby nie gadali o Tobie, że wiadomo z czego taka duża się zrobiłaś.

Generalnie to masz wiele ograniczeń i pora z tym skończyć. Zaczynasz raz, drugi, piąty i dziesiąty! Upadasz, ale wstajesz, odnosisz sukces, który w zależności od tego na jakim poziomie jest Twoja motywacja świętujesz albo super, efektywnymi ćwiczeniami albo batonikiem. Przeglądasz się w lustrze ilekroć obok niego przechodzisz, ćwiczysz najlepsze pozy, żebyś wiedziała jak stanąć na przystanku żeby ukryć minusy swojej sylwetki, kiedy na ten sam autobus będzie czekał jakiś przystojniak. Na grupach o odchudzaniu jesteś już guru, doskonale wiesz co z czym tak, a czego nie. Posiłki masz ustawione co do minuty, a na wagę stajesz dwa razy dziennie. Potrafisz wyrecytować składniki makro przynajmniej 20 produktów, zaś swoje kalorie obliczasz już w głowie.
I niby wszystko pięknie, ładnie, ale nie uważasz, że znów jesteś na etapie ograniczeń ? Gruszki nie zjesz, bo już 20, na kolacje nie można, pomidor z ogórkiem to zło a gluten Cię zabije, w najlepszym wypadku uczuli, na wszelki wypadek unikasz też jajek i mleka zwierzęcego, chociaż jajka uwielbiasz, ale co tam, przemęczysz się trochę. A co jeśli te wszystkie ograniczenia nie będą przynosiły wymiernych efektów ? Kiedy wskazówka wagi ani drgnie, a centymetr za każdym razem będzie pokazywał tyle samo ? Wtedy albo pójdziecie na dno i skończycie jako ta, co ją efekt jo-jo dopadł, albo zaczniecie po omacku szukać przyczyny i zrozumiecie, że nie każda dieta jest taka cud dla każdego. 

21.11.17

Pieczona brukselka z parmezanem

Brukselka przez wiele, wiele lat kojarzyła mi się z babcią i jej zabielaną zupą warzywną z ziemniakami. Pamiętam doskonale jej smak, mimo, że nie pamiętam z czego dokładnie ją robiła. Pływały w niej talarki marchewki i połówki brukselki, które, owszem zjadałam, ale starałam się szybko przegryzać, tak, żeby nie poczuć jej smaku. Mama takiej zupy nie gotowała, tzn warzywną robiła, zabielaną również, ale bez brukselki. Widocznie też zjadala ją szybko, żeby nie poczuć smaku. Nikt mnie więc do jedzenia brukselki nie namawiał, podobnie zresztą jak szpinaku. Więc na długi czas o niej zapomniałam. Odczarowałam jej smak około 5 lat temu, kiedy mój wtedy jeszcze chłopak kupował jej spore ilości i zjadaliśmy jako dodatek do obiadu. Gotowane brukselki maczane w sosie słodko-ostrym. Proste, zwyczajne, ale jakie to było dobre. Teraz nadal do niej wracamy i szukamy jej nowych wcieleń. 

18.11.17

Placuszki z dyni

Wstałam dziś o 11, z wielkim trudem. Przejrzałam wszystkie nowości na facebooku i instagramie i trzeba było wyjść z ciepłego łóżka. Do tego zaczęło burczeć w brzuchu, a lodówka świeciła pustkami. Za wcześnie, żeby bawić się w kombinowanie co by można było z tego zrobić na śniadanie. Zrobiłam listę zakupów, łącznie z wstępną listą obiadów na nadchodzący tydzień (to jest jedna ze strategii oszczędzania). Ubrałam się, tzn ubrałam spodnie, a na górę z piżamy założyłam kurtkę (za to lubię jesień) i na zakupy. Ledwo zipiąc przytargałam cholernie ciężką torbę pełną najpotrzebniejszych produktów. Włączyłąm pranie; pierwsze, na pewno nie ostatnie dzisiaj. Zaparzyłam kawę, dodałam do niej bitej śmietany i cynamonu (moje nowe uzależnienie), usiadłam i siedzę. Spoglądam na otaczający mnie burdel, na stół zastawiony gazetami, brudnymi talerzykami i kubkami z niedopitą kawą, na walające się w każdym kącie zbitki psiej sierści i wiem, że będę musiała się tym zająć. Podobnie jak blogiem, językiem niemieckim, upieczeniem czegoś na weekend, poczytaniem książki, która od zeszłej niedzieli leży nietknięta i wieloma innymi sprawami. Ale teraz jestem ja i kawa pita przy akompaniamencie pralki i deszczu stukającego w parapet. Jak bardzo się boję, że ta kawa zaraz się skończy i będę musiała zabierać się do roboty!

Tak było wczoraj, dziś pełna energii wyskoczyłam z łóżka zdecydowanie wcześniej, na tyle wcześnie, że zdążyłam przygotować dla Was kolejny dyniowy wpis i jest szansa, że przeczytacie go jeszcze zanim zjecie swoje śniadnie. 

12.11.17

Tort czekoladowy z whisky

Dziś mój Skorpion ma urodziny. Jako wspaniała żona i partnerka, która odkąd upiekła swój pierwszy tort i przekonała się, że to wcale nie takie trudne i na dzisiejszą okazję ma coś specjalnego. Kawałeczek tortu dla solenizanta i kawałeczek dla mnie, za to, że znoszę te wszystkie skorpionowe wybryki. 

Skorpion to wojownik. Skorpion chciałby mieć zawsze słuszność, przeciwnikiem Skorpiona jest każdy, kto mu stanie na drodze, a nawet kto zdaje się stawać - chociaż oni sami nigdy się do tego nie przyznają, żaden z nich nie lubi, ba! nie toleruje sprzeciwu. Więc jako jego parter/partnerka albo przyjmiesz rolę tego, który zawsze idzie na kompromis dla świętego spokoju (co na dłuższą metę jest nie do przejścia), albo nauczysz się mówić "nie" tak, żeby myślał, że to "nie" to jego pomysł. 


Ze wszystkich znaków zodiaku Skorpion jest najbardziej skomplikowany, najtrudniejszy do zrozumienia, do rozgryzienia. Współżycie z nim jest na ogół niełatwe z powodu jego zaczepnego, chropowatego, wojowniczego charakteru - och, naprawdę ? to chyba wyjaśnia ten mój kawałek tortu :) Ważne, że oni sami zauważają to, że nie żyje się z nimi łatwo. Mój mąż często to podkreśla, że zasłużyłam na jakąś koronę czy cuś w ten deseń. Chociaż, jeszcze nie doczekałam. Ostatnio nawet jakaś znajoma z Instagrama, Skorpionka właśnie przyznała, że ludzie spod tego znaku faktycznie nie należą do najłatwiejszych we współżyciu, ale można ich oswoić. Uff, jest nadzieja!


Przyjacielem Skorpiona za to zdecydowanie warto być. W razie cudzego nieszczęścia Skorpion potrafi być dla przyjaciół wspaniałą podporą. Może w tym celu zmobilizować w sobie olbrzymie rezerwy sił i wykazać bezprzykładną energię, ofiarność, bezinteresowność. W przypadku mojego męża bezinteresowność należałoby podkreślić dwoma grubymi kreskami. Bliskiej osobie w potrzebie jest w stanie oddać ostatnią złotówkę, nigdy nie oczekuje "zapłaty" czy rewanżu za swoją pomoc, a sam bardzo często za pomoc innych "przepłaca". Jest wspaniałym gospodarzem. Głodny nikt u nas nigdy nie był, zawsze potrafi odpowiednio zająć się swoimi gośćmi. 


Nikt tak nie umie rzucić się w wir pracy jak Skorpion. Jego ambicją będzie dokonanie czegoś. Zawsze będzie go interesował przede wszystkim problem - przez to musi być cały czas w ruchu. Nie uznaje stagnacji, a słowa domator nie ma w jego słowniku. 


I na koniec pamiętajcie - Warto sobie zanotować w pamięci, że Skorpion nigdy nie zapomina doznanych krzywd ł urazów, choćby je wybaczył. Ma jednak także dobrą pamięć dla wyświadczonych mu przysług i dobrodziejstw. 


Może na 50-te urodziny mojego skorpionowego męża będę już mogła przygotować poradnik jak oswoić i jak żyć z najtrudniejszym znakiem zodiaku :)


Tymczasem mojemu ukochanemu Sto lat! a z Wami dzielę się przepisem na tort. 


Dekoracji tortów muszę się zdecydowanie nauczyć, wystarczy zobaczyć jak on pięknie wygląda u Kasi, z której przepisu korzystałam, a jak u mnie. Jednak wszelkie niedociągnięcia nadrabia smakiem. W oryginalnym przepisie jest jeszcze dżem, ale nie miałam, więc pominęłam ten punkt, górę "spryskałam" tylko roztopioną czekoladą. Zostało mi sporo masy, więc myślę, że można użyć trochę mniej kremówki i mascarpone. Spróbujcie go koniecznie!

10.11.17

Jesienny deser kokosowy z chia

Najlepszą rzeczą jaką możesz usłyszeć w pracy w piątek jest to, że planowana pracująca sobota jednak nie jest potrzebna i jutro się wyśpisz. Zjesz pyszne śniadanie, wypijesz dużą kawę a nie małą, w spokoju a nie w biegu. Zaplanujesz weekend, zjesz dobry obiad, ciepły a nie z lunchboxa. I może byś coś nawet upiekła, w zasadzie to nie coś, a tort. I możesz go zrobić wcześniej, a nie na ostatnią chwilę. I Twój pies też będzie szczęśliwy, bo w końcu nie spędzi długich samotnych godzin w domu. Tak więc szanowni Państwo, zaczynamy weekend! 

8.11.17

Dyniowe ciasteczka z żurawiną i czekoladą

Jestem w dołku, w czarnej dupie, przykryta rozpaczą. Przeczytałam dziś, że tylko ludzie z uporem odnoszą sukcesy. A we mnie ani uporu, ani długofalowej motywacji. Nie umiem walczyć o swoje, nie umiem sama siebie nakręcać, potrzebuję ciągłych bodźców z zewnątrz. Czasami myślę, że już zawsze będę gruba, albo w najlepszym wypadku będę chudła i tyła na zmianę. Po każdym dobrym okresie, nadchodzi chwila zmęczenia, która trwa zdecydowanie za długo. Efektem tego zmęczenia jest powrót cellulitu spowodowany zaniechaniem ćwiczeń i kiepska dieta składająca się w dużej mierze z kupnego, syfiastego jedzenia. I niby powtarzam sobie codziennie, że od jutra koniec, ale jutro też jestem zmęczona. Odkąd zaczęłam pracę nie potrafię wbić się w żaden sensowny rytm dnia, prócz praca-drzemki i jedzenie oczywiście. Sukcesem na dzień dzisiejszy mogę nazwać fakt, że gdzieś tam z tyłu głowy cały czas świta mi, że może jednak warto włączyć tą Chodakowską, zmęczyć się tak na dobitkę, a może właśnie odzyskać siły, po endorfinowym skoku. A już sukces nad sukcesy jest taki, że od poniedziałku nie zjadłam nic cukrowego. O! bijcie mi pokłony!
Jakieś sprawdzone sposoby jak sprawić, żeby się chciało kiedy się tak cholernie nie chce ?


5.11.17

Dyniowa kawa

Idealna aranżacja dla idealnej kawy to niedzielny poranek, ciepła pościel, brak pośpiechu i ulubione czasopismo lub książka. W niedzielny poranek jeszcze nie myśli się o powrocie do pracy czy o nadchodzących wraz z nowym tygodniem obowiązkach. Popijam łyk i delektuję się kawowym, słodkim (w tym przypadku) smakiem. Aromatem cynamonu i zimną bitą śmietaną. Ta kawa pod względem kaloryczności to będzie dobry, pełnokaloryczny deser, ale taka, wczesnoniedzielna rozpusta mi nie przeszkadza. 


4.11.17

Bezglutenowe dyniowe ciasto

Standardowo już przed rozpoczęciem pracy była mowa o tym, że jak zacznę fizycznie pracować to schudnę. Osiem godzin chodzenia w kółko powinno jakoś działać - nabrałam się na to drugi raz. Ciężka praca fizyczna wcale nie odchudza, bo z automatu zwiększa się kaloryczność posiłków. Po pracy marzę o słodkim ciasteczku, o ciepłym obiadku i to najlepiej już, natychmiast. Nikt nie czeka na mnie w domu z ciepłą zupką. To jak nie ma zupki, to chociaż tosta zjem na szybko. Na deser wspomniane ciasteczko, później spadek energii, drzemka, a po drzemce trzeba ratować poziom cukru, bo poleciał na łeb, na szyję. Gdybym tylko jadła te swoje wypieki, bez białej mąki, bez białego cukru to wszystko byłoby pięknie. Ale niestety raczę się tym sklepowym syfem. Od pierwszego dnia pracy i tak jest duża poprawa, ale nadal nie potrafię całkowicie nad tym zapanować. Potrzebuję bardzo silnej motywacji i bata nad sobą.

*Do upieczenia tego ciasta użyłam musu z najbardziej chyba znienawidzonej dyni hokkaido, bo to jej miąższ jest mięsisty, zwarty i powoduje zakalce. Ale można tą dynię, a w zasadzie mus z niej zrobiony oswoić - wystarczy trochę rozrzedzić - w tym wypadku sokiem z mandarynek. 
Jeżeli Wasz mus jest rzadki to punkt z mandarynkami możecie pominąć. 
Ciasto jest niezwykle mięciutkie i mokre.

PRZEPIS na mus z pieczonej dyni


3.11.17

Prażone pestki dyni

Przy weekendowych spotkaniach, przy filmie, książce i ploteczkach dobrze jest coś przegryźć. Najlepiej zaś smakują przekąski przygotowane samodzielnie, poziom trudności nie jest istotny. Bo dajmy na to takie prażone pestki dyni to przecież łatwizna, ale warto dla swojej satysfakcji i smaku zrobić je samemu. Największa trudność, która wystawia cierpliwość na ciężką próbę to oddzielenie pestek od tej łykowatej części dyni, ale później już idzie gładko. 

31.10.17

Mus z pieczonej dyni

Ile przepisów można zrobić z jednej, średniej wielkości dyni ? Ja zrobiłam już mus, pieczone pestki, ciasto i ciasteczka. Musu została jeszcze szklanka, więc na 2 pomysły powinno jeszcze wystarczyć. Dziś zaczynam od tego właśnie musu, który jest podstawą zdecydowanej większości dyniowych przepisów. I chociaż do niedawna myślałam, że mus można zrobić jedynie z pieczonej dyni, to ostatnio spotykam się z szybką wersją - musu z dyni gotowanej; zdecydowanie do wypróbowania.  

Top Blogi
TOP